13.12.2011

PRZEGLĄD OSTATNIO WIDZIANYCH... (nietypowo)

Nie mam czasu... nie mam czasu na nic, nawet na sprawdzanie maila.. a to już jest w moim przypadku coś strasznego. Ale żebym była w zgodzie z moim sumieniem, napiszę przegląd rzeczy kulturalnych z ostatniego miesiąca wraz z ocenami i bardzo krótkim komentarzem:

Michael Buble płyta świąteczna 8,5/10
Wystawa Wiliama Turnera w Krakowie w Muzeum Narodowym 9/10
Wystawa w Sukiennicach 10/10
program SOS dla świata 10/10

20.11.2011

dużo się słyszy, a ja na to co?..."BITWA WARSZAWSKA"


reżyseria: Jerzy Hoffman
scenariusz: Jarosław Sokół, Jerzy Hoffman
1920 Bitwa Warszawska" to wielki fresk historyczny o jednej z najważniejszych bitew w dziejach świata. To także jedna z pierwszych w Europie i pierwsza w Polsce, pełnometrażowa produkcja zrealizowana w 3D. Za kamerą stanął Jerzy Hoffman, nominowany do Oscara mistrz wielkich widowisk historycznych. Akcja rozpoczyna się w Warszawie, w 1920 roku. Jan (Borys Szyc), poeta i kawalerzysta, po otrzymaniu rozkazu wyjazdu na front polsko-bolszewicki, oświadcza się swojej narzeczonej Oli (Natasza Urbańska), aktorce teatru rewiowego. Ślubu udziela młodym ksiądz Ignacy Skorupka (Łukasz Garlicki). Podczas walk Jan trafia do niewoli. Jego los leży w rękach czekisty Bykowskiego (Adam Ferency), który ucieleśnia okrutne oblicze bolszewickiej rewolucji. Historia znajdzie finał w wielkiej bitwie, która na zawsze odmieni nie tylko losy Jana i Oli, ale całej dwudziestowiecznej Europy. Obok bohaterów fikcyjnych na ekranie pojawiają się także postacie historyczne: marszałek Józef Piłsudski (Daniel Olbrychski), generał Tadeusz Rozwadowski (Marian Dziędziel), pułkownik Wieniawa-Długoszowski (Bogusław Linda), a także Włodzimierz Lenin i Józef Stalin. Reżyserowi udało się odtworzyć atmosferę lat 20. ukazując wielki patriotyzm i heroiczny wysiłek pokolenia naszych przodków.(z filmwebu)
No cóż... może i patriotyzm i heroizm pokazało.. np w postaci "umierania na Polaka" (na kolanach wykrzykując coś)... choć mnie to akurat śmieszyło.  Nie podobali mi się aktorzy w tych rolach... bez urazy, ale no nawet nie mieli pola do popisu, nie mieli w czym się pokazać. Cała historia jest prymitywna, nie wciąga, nie porusza, jest sztuczna a i historii w niej mało. Jedyne, co jest na wielki plus to zdjęcia i muzyka. Nawet niezłe efekty 3D i charakteryzacja.
6/10

z serii ulubionych.. "TAJEMNICA BROKEBACK MOUNTAIN"


reżyseria: Ang Lee
scenariusz: Diana Ossana, Larry McMurtry
Osadzony w pięknych krajobrazach Ameryki, film opowiada historię dwóch młodych mężczyzn, których od pierwszego spotkania łączy nierozerwalna więź, dowodząca wiecznej siły miłości. Ennis Del Mar (Heath Ledger) i Jack Twist (Jake Gyllenhaal) poznają się w trakcie poszukiwania zatrudnienia. Świat podlega stałym zmianom, ale ich codzienność wypełnia monotonia. Wszystko w ich życiu zostało już z góry ustalone - mają znaleźć stałe zajęcie, ożenić się i założyć rodzinę. Obu prześladuje jednak pragnienie czegoś, co trudno im nawet określić. Gdy ich nowy pracodawca Joe Acquirre (Randy Quaid) wysyła ich do pracy na majestatyczne wzgórze Brokeback, zawiązuje się między nimi głęboka zażyłość. Na Brokeback Mountain mają miejsce wydarzenia, które na zawsze odmienią dotychczasowe życie Ennisa i Jacka. Przyjaciele postanawiają jednak zachować je w tajemnicy... U schyłku lata Ennis i Jack opuszczają Brokeback. Każdy z nich rozpoczyna nowe życie. Ennis poślubia dziewczynę - Almę (Michelle Williams), z którą wiedzie skromne życie wraz z dwiema córkami. Jack poznaje w Teksasie piękną Lureen Newsome (Anne Hathaway). Wkrótce bierze z nią ślub, doczekuje się syna i rozpoczyna pracę w firmie teścia. Mijają 4 lata. Pewnego dnia Alma przynosi Ennisowi pocztówkę, w której Jack zapowiada swój przyjazd do Wyoming. Ennis wyczekuje przyjaciela, a po jego przybyciu przekonuje się, że rozłąka jedynie wzmocniła ich przyjaźń... Czy tajemnica ze wzgórza Brokeback wyjdzie na jaw...? [opis dystrybutora]

Ten film dostał 34 nagrody.. i słusznie. Przepiękne zdjęcia , wspaniała muzyka, niesamowita gra aktorska, no i ta historia- genialnie dopracowana reżysersko - to musiało zaowocować! Dla mnie jest to póki co jeden z dwóch najlepszych filmów o takiej problematyce. GORĄCO POLECAM!

10/10

12.11.2011

ostatnio w kinie.. "JEDEN DZIEŃ"


Właśnie wróciłam z kina i postanowiłam od razu napisać? Dlaczego? Hmm... bardzo nieprofesjonalnie, choć w sumie to nieważne, bo cały ten blog jest baaardzo amatorski, odpowiem na pytanie od razu wyrażając swoją opinię. Dlatego, że spodziewałam się kolejnego typowego, tylko trochę bardziej nudnego i smutnego filmu o miłości. Jednak ten mnie zaskoczył... bardzo pozytywnie zaskoczył. No dobrze, to teraz trochę filmwebu:

reżyseria: Lone Scherfig
scenariusz: David Nicholls
Emma (Anne Hathaway) i Dexter (Jim Sturgess) spotykają się po raz pierwszy w noc ukończenia szkoły - 15 lipca 1988 r. Ona jest dziewczyną z klasy robotniczej, ma ambicje, marzy o uczynieniu świata lepszym. On jest bogatym uwodzicielem, który pragnie, by świat układał się układał tak, jak on tego pragnie. Postanawiają spotykać się ze sobą każdego roku, 15 lipca, przez  następne dwadzieścia lat. Opowiadają sobie wtedy o swych miłościach, złamanych sercach, sukcesach, ziszczonych nadziejach i niespełnionych marzeniach...

Wiedziałam generalnie, że film będzie fajny. Pewnie ze względu na Anne Hathaway. Jestem, w sali kinowej, oglądam, widzę dziewczynę i chłopaka, mają się ku sobie, wiem o tym, że wylądują w łóżku. Po chwili myślę tak - miałam rację, typowa scena - całują się wchodząc do jej pokoju, ale bardzo się mylę. To właśnie wciąga... inny tok zdarzeń. Zaskoczenie. Tego było całkiem sporo. W pewnym momencie zaczynam współczuć bohaterom, utożsamiać świat zmyślonej historii ze światem realnym. No i następuje ten moment - kulminacja, wpadam w kompletne przerażenie, nie wierzę w to, co widzę. Pod wpływem emocji pojawiają się łzy w moim oczach, mówię do siebie "ale jestem beksa...". I nagle w pewnym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że nie płaczę z powodu tego, co zobaczyłam na ekranie, ale dlatego, że to, co zobaczyłam na ekranie ukazało mi smutną prawdę o życiu, nie zawsze kolorowym życiu. I chyba właśnie na tym polegała wspaniałość tego filmu, że wychodzę z kina, nadal chce mi się płakać i mówię w duszy "Boże, dziękuję Ci za to, że moje życie jest takie wspaniałe i proszę, błagam, żeby ta smutna historia nie była również moją historią". I na tym chcę poprzestać, nie chcę teraz dopisywać minusów tego melodramatu, to by wszystko zepsuło. Napiszę jedynie to, co muszę, po prostu nie mogę się powstrzymać... cieszę się, że przestałam się przejmować tym, co piszą specjaliści. Ja nie jestem specjalistą, jakby ktoś zrobił mi test z wiadomości o filmie, MOŻE dostałabym dwóję. Ale cieszę się z takiego nieprofesjonalnego pisania, to mi zwyczajne sprawia przyjemność.


8/10


Przepraszam, że tak się rozpisałam xD

04.11.2011

NA DZIŚ COŚ Z GÓRNEJ PÓŁKI "KRAKATAU"

Wyjątkowa etiuda, tak i wyjątkowo całego opisu dokonam sama.
Film Mariusza Grzegorzka, wtedy studenta II roku łódzkiej filmówki. Genialne przedstawienie poronienia, jego skutków, wpływu na życie kobiety. Nie ma co się rozpisywać o czym jest film, po prostu obejrzyjcie, trwa tylko kilka minut. Szczegółową analizę wątków pozostawiam wam, to takie fajne zadanie na myślenie ;) Musze przyznać, że jestem zachwycona, mocny, prawdziwy film. Zastosowano tu sprytne rozwiązania aktorsko - reżyserskie. Chodzi mi o zachowanie, stany emocjonalne bohaterki: najpierw zamknięcie - splecione dłonie czy nogi, potem dziwactwa - uśmiech (do dziewczynki pokazanej na przebitkach), przez obojętność, aż po złość - obijanie się o ściany, niemy krzyk. To co na pewno należy też docenić to: odważne zestawienia montażowe, nastrój, światło, dźwięk (brak dialogu, monologu) oraz ukazanie pustki, samotności i spójność z katastrofami poprzez zastosowanie czarno - białego obrazu.

9,5/10

02.11.2011

"JANE EYRE"

reżyseria: Cary Fukunaga
scenariusz: Moira Buffini
Żadna miłość nie jest prosta, ale - jak narkotyk - odurza tylko pierwsza. "Jane Eyre" to opowieść, która wychował miliony nie zawsze rozważnych romantyczek na całym świecie. Współczesna ekranizacja to porywająca i zapierająca dech w piersiach historia o alchemii uczuć. Jane (Mia Wasikowska) nie była dziewczyną, która szukała niezobowiązującego romansu. Choć rozum podpowiadał jej, że fascynującemu Panu Rochersterowi (Michael Fassbender) nie można ufać, oddała mu swoje serce bez reszty.  Moc tego filmu utkana jest z marzeń kobiet o odnalezieniu miłości, która jest im przeznaczona na całe życie. "Jane Eyre" wpisuje się w najmodniejszy obecnie nurt filmowy. Trwa wielki powrót filmów kostiumowych na pierwsze pozycje światowych box office’ów. "Sherlock Holmes", "Piraci z Karaibów" czy "Księżna" podobnie jak "Jane Eyre" przenoszą widzów w świat, który istnieje tylko dzięki genialnej wyobraźni filmowych twórców.(filmweb)

No już część opinii została wyrażona powyżej. Jak najbardziej zgadzam się z nią, choć nie uważam, że film zostanie takim box officem jak te pozostałe wymienione. Trzeba przyznać, że w sumie to ten film, to nic wybitnego, nie zachwyca swoją genialnością. Ale powiedziałabym, że ma TO COŚ. Taki mroczny klimat, jest czymś oryginalnym jeśli chodzi o romans. Pozytywnie zaskoczyła mnie gra aktorska, szczególnie dziewczynki (główna bohaterka gdy była mała). Ten film był taki.. hmm... inny. Nie jakieś powtórzenie tego, co już tyle razy się widziało. No i of course świetne wprowadzenie. To przeplatanie historii jednej bohaterki w dwóch okresach czasu - proste ale i bardzo ładne i trzymające w napięciu. Baaaardzo się cieszę, że byłam na tym w kinie ;)


8/10

31.10.2011

MS2 ŁÓDŹ

Nie będę wymyślać, przytoczę po prostu fragment wypracowania, które kiedyś pisałam:

Pierwsze wyróżniające się dzieło to rzeźba Katarzyny Kobro „Człowiek”.  Jest to jedna z najbardziej znanych rzeźb tej artystki i moim zdaniem – jedna z najlepszych. W muzeum było dość dużo obrazów Witkacego, które od razu rzuciły mi się w oczy i bardzo spodobały, prawdopodobnie dzięki „eksplozji kolorów” emanujących z prac, między innymi „Dwie głowy” i „walka”. Moją sympatię zyskały również dzieła Maxa Ernsta: „Las i słońce” i „Kwiaty”, które zaimponowały mi wielką oryginalnością. Ładna praca, która zachwyca swoją prostotą to „Dwa profile” Fernarda Legera. Zafascynowały mnie również rzeźby Aliny Szapocznikow, których najczęstszym motywem są części ciała. „Duża plaża” to wiele odlewów brzucha, natomiast „portret czterokrotny”, to odlewy ust. Kolejnym wyróżniającym się dziełem był „św. Wojciech” Mirosława Bałki. Jest to rzeźba, obok której nawet znudzony, niezainteresowany sztuką obserwator  nie przejdzie bez chwili refleksji nad nią. Podobał mi się pomysł na oddzielenie miejsca na drugim piętrze, gdzie było kilka telewizorów i wyświetlane na nich projekcje Kolekcji Łódzkiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Jako ostatnie wymienię te dzieła, które wywołały u mnie najsilniejsze emocje, czyli szok. Są to: „Status” Dominika Lejmana, „Las Vegas” Roberta Rumas i prace Romana Opałki. Wystarczy na nie spojrzeć. Każdemu obserwatorowi nasunie się mnóstwo pytań: O co chodziło artyście? Czemu wybrał akurat takie materiały? Skąd się wziął pomysł na coś takiego? Jak mam zinterpretować to dzieło? Czy to w ogóle jest sztuka? Trudno było mi odpowiedzieć na te pytania. Wiem jedno na pewno: to jest sztuka. Ta sztuka wzbudza emocje i jest oryginalna.
9/10